Unia Swarzędz - LKS Gołuchów

Unia Swarzędz - LKS Gołuchów

IV liga

Ilość widzów: ok. 80

Data: sobota, 09 marzec 2019 13:00

Lokalizacja: Swarzędz

Rundę wiosenną Unia Swarzędz rozpoczęła od porażki z liderem - Lubuszaninem Trzcianka. Pesymiści, widzący wszystko w czarnych barwach, mogli myśleć, że już po inauguracyjnym meczu Unici stracili szansę na walkę o awans. W końcu do pierwszego miejsca tracili 11 punktów. Okazja do utarcia nosa złośliwym i udowodnienia, że w tej rundzie jeszcze wszystko jest możliwe nadarzyła się w minioną sobotę. Do Swarzędza przyjechał LKS Gołuchów - zajmujący 9 pozycję, który wiosnę rozpoczął od zwycięstwa w Pniewach.

Pogoda bardziej jesienna niż wiosenna nie pomogła zgromadzić tłumów na Stadionie Miejskim w Swarzędzu. Mimo to pojawiła się grupa najwierniejszych kibiców, a na trybunie przed pierwszym gwizdkiem pojawiły się nawet świece dymne w klubowych barwach.

Początek spotkania był tak obiecujący, że musiałem przeprosić pogodę za wszystkie przekleństwa które posłałem w jej stronę w drodze na stadion. Unia ruszyła do ataku i już w 3 minucie sędzia wskazał na jedenasty metr po zagraniu piłki ręką przez jednego z gości. Rzut karny na bramkę zamienił Krystian Antczak. Gospodarze nie zdążyli się nacieszyć bramką, a już wszyscy zawodnicy musieli zejść z boiska. Taką decyzję podjął sędzia, który nakazał ukryć się przed padającym gradem. Po krótkiej przerwie obie drużyny wróciły na boisko, a w Swarzędzu zawitało słońce. W tych warunkach lepiej poczynali sobie goście. Wykorzystywali błędy gospodarzy i dochodzili do sytuacji bramkowych. Pierwszą okazję do wyrównania mogli mieć w 16 minucie, ale dwójka ofensywnych zawodników LKSu nie dogadała się co do tego, kto ma uderzyć z linii pola karnego. Dwie minuty później wszystko poszło już zgodnie z planem. Piłkę z lewej strony boiska odebrał skrzydłowy Gołuchowa, wszedł w pole karne i podał do niepilnowanego Szymona Gałczyńskiego. Piłka po jego uderzeniu najpierw trafiła w słupek, później zatańczyła na ręce golkipera Unii, aż w końcu minęła linię bramkową. Kolejne minuty nie zmieniły obrazu spotkania. W natarciu wciąż byli goście i nadal mogli liczyć na prezenty od gospodarzy. W 27 minucie jeden ze swarzędzan przewrócił się i stracił piłkę. W akcji 2 na 2 lepsi byli goście i Krystian Benuszak wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po tej bramce gra się uspokoiła na tyle, że przypomniało mi się co mówiłem wcześniej o pogodzie. Do przerwy widzieliśmy tak naprawdę jedną groźną sytuację, ale strzał Krystiana Antczaka, mimo że mocny, nie zmienił wyniku.

Po przerwie z większą werwą w mecz weszli gospodarze. Unici zaczęli powoli się rozkręcać, przebywali częściej na połowie przeciwnika, dochodzili do strzałów, nadal jednak bez efektu. Gołuchów grał z kontry, z efektem podobnym do miejscowych. Okazję na podwyższenie mieli w 63 minucie, ale przytomnie w bramce zachował się Andrzej Budnik. Robiło się nerwowo, byliśmy świadkami dużej ilości fauli, sędzia nie żałował też kartek. Unia za wszelką cenę próbowała doprowadzić do remisu, LKS bronił wyniku. Ale tylko do 70 minuty. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął nowy nabytek gospodarzy, Artsiom Mirayeuski. Białorusin w stylu Arjena Robbena zszedł z prawej strony na lewą nogę i huknął po długim słupku tak, że bramkarz miał niewiele do powiedzenia. Po tym trafieniu swarzędzanie dostali wiatru w żagle, zintensyfikowali swoje ataki i można było zastanawiać się tylko czy starczy im czasu, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W 80 minucie piłkę za obrońców posłał jeden z Unitów, ruszyli do niej dwaj zawodnicy gospodarzy oraz bramkarz gości. Kiedy doszło do kontaktu golkipera z Krystianem Antczakiem sędzia bez wahania wskazał drugi raz tego dnia na jedenasty metr. Okrzyki bólu wskazywały, że nie było to draśnięcie, a coś poważnego. W ciągu kilku sekund na boisku pojawiła się opieka medyczna, a po kilku kolejnych wezwana została karetka. Kiedy wszyscy z troską spoglądali w stronę leżącego napastnika przy ławkach rezerwowych wybuchła awantura. Ciężko było coś wyłapać z tych krzyków, nie dojrzałem też czy doszło do przepychanek. Tak naprawdę sztaby szkoleniowe i zawodnicy obu drużyn wymieszali się, sytuacja była napięta. Sędzia główny pobiegł trochę rozładować atmosferę. Trwało to kilka minut i nie obyło się bez upomnień indywidualnych. Na trybuny odesłani zostali trener gości, trener bramkarzy gospodarzy, a czerwonymi kartkami ukaranych zostało dwóch zawodników Unii.  Po tym wszystkim sędzia powrócił na boisko, z którego zniesiony został już napastnik swarzędzan. Do jedenastki, która została podyktowana kilka minut wcześniej podszedł Tomasz Neumann. Wykonał ją pewnie i wyprowadził Unitów na prowadzenie. Po bramce byliśmy świadkami bardzo miłej sytuacji. W geście wsparcia i solidarności każdy z gospodarzy podbiegł do znajdującego się za boiskiem Antczaka, przybił z nim piątkę lub przytulił swojego kolegę z drużyny. Chciałoby się takich obrazków widzieć jak najwięcej. Sędzia doliczył do spotkania jeszcze kilka minut, które lepiej spożytkowali Unici. LKS ruszył do odrabiania strat, ale nadział się na skuteczny kontratak swarzędzan i chwilę przed końcem wyniki spotkania ustalił Krasimir Kapau.

Po końcowym gwizdku karetka zabrała Krystiana Antczaka do szpitala. Napastnik Unii ma najprawdopodobniej złamaną nogę.  W całej tej sytuacji dziwi mnie zachowanie sędziego. Zdecydował się podyktować rzut karny. Po faulu, który spowodował tak groźną kontuzję, że poszkodowany nie zagra już w tym sezonie. Tymczasem bramkarz kończy mecz bez choćby żółtej kartki! Tutaj chyba trzeba się zastanowić nad interpretacja „podwójnego karania”. Wielokrotnie słyszałem podczas meczów, że nie daje się czerwonej kartki kiedy korzyścią dla drużyny przeciwnej jest sam rzut karny. I zgadzam się z tym, ale w przypadku delikatnego kontaktu lub zagrania piłki ręką. Nie w przypadku tak ostrego wejścia, które kończy się wielomiesięczną kontuzją.  Krystianowi życzę szybkiego powrotu do zdrowia oraz na boisko!

Podsumowując mecz przychodzi mi na myśl porównanie go do pogody, która zmieniała się w sobotę z minuty na minutę. Samo wejście w mecz z korzyścią dla gospodarzy, później długi okres widocznej przewagi LKSu Gołuchów. Pierwsza część drugiej połowy nie zapowiadała tego, że Unia może mieć tak mocną końcówkę, jednak nakręcająca się z każdą akcją ofensywa gospodarzy znalazła w końcu sposób na pokonanie gości.

Tym samym Unia wróciła na 3 miejsce w ligowej tabeli i dzięki remisowi Lubuszanina Trzcianki traci do lidera już tylko 9 punktów. Pesymiści z pierwszego akapitu muszą zatem wziąć jeszcze na wstrzymanie i uwierzyć, że Unia może jeszcze powalczyć o awans.  LKS Gołuchów zagrał momentami bardzo dobrze, dlatego nie będę zdziwiony jeśli w tej rundzie powalczą o górną część tabeli.  W kolejny weekend LKS jedzie do Koła, by tam zmierzyć się z czerwoną latarnia ligi - Olimpią. Unia najpierw w środę zmierzy się w meczu Pucharu Polski z Mieszkiem Gniezno, a w sobotę wybierze się do Międzychodu na spotkanie z tamtejszą Wartą.

Unia Swarzędz - LKS Gołuchów 4:2 (1:2)

Krystian Antczak 3 k., Artsiom Mirayeuski 70, Tomasz Neumann 86 k., Krasimir Kapau 90 – Szymon Gałczyński 18, Krystian Benuszak 27

foto: Jan Piechota

IMG_1731
IMG_1731
IMG_1804
IMG_1804
IMG_1808
IMG_1808
IMG_1816
IMG_1816
IMG_1841
IMG_1841
IMG_1916
IMG_1916
IMG_1924
IMG_1924
IMG_2052
IMG_2052
IMG_2082
IMG_2082
IMG_2170
IMG_2170
IMG_2184
IMG_2184
IMG_2193
IMG_2193
IMG_2227
IMG_2227

O autorze

Skomentuj





 

miedzychod.jpg

 

 

 

 logo_wybrane.png

 

 

Instagram

ppx

 

budzik

 

gazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com