Kac Wawa

Kac Wawa

Ekstraklasa

Ilość widzów: 42 000

Data: sobota, 19 marzec 2016 20:30

Lokalizacja: Inea Stadion

Mecz na który czeka cała Polska, mecz zwany "Derbami Polski", mecz odwiecznych rywali i to jeszcze w dzień urodzin Kolejorza, mecz w którym w barwach największego rywala miał zagrać motor napędowy Lecha jeszcze sprzed kilku miesięcy...tak, na ten dzień dziesiątki tysięcy poznaniaków czekało z zapartym tchem. Wszystko skończyło się jednak małym kacem...

W sobotę 19 marca Lech Poznań obchodził swoje 94 urodziny. Klubowi bardzo zależało na tym, aby kuliminacyjnym obchodem tego światecznego dnia było właśnie spotkanie ligowe z Legią. Decydenci Ekstraklasy przystali na tą opcje i o 20.30 miało sie zacząć to wielkie spotkanie. 

Sytuacja w tabeli na trzy kolejki przed końcem sezonu zasadniczego była klarowna. Legia wygrywając w Poznaniu bardzo zbliżała się do zwycięstwa w tej rundzie i przy okazji do tytułu mistrza kraju, na który mają wielkie ciśnienie, gdyż w tym roku ochodzą 100-lecie powstania. Lech o mistrza walczy juz tylko w teorii, ale ciagle jeszcze podium i gra w europejskich pucharach jest w zasięgu, a do tego celu na pewno wygrana z Legią by Kolejorza przybliżyła. Lech jednak przed tym spotkaniem zmagał sie z wielkimi problemami ze składem. O kontuzji Robaka juz nie ma nawet co wspominać, bo już pewnie spora część kibiców zapomniała, że ktos taki jest w kadrze, ale już nieobecność Karola Linnetego, Marcina Kamińskiego i Gergo Lovrencicsa to na pewno był spory problem dla trenera Urbana. Do tego należy dodać, że Łukasz Trałka praktycznie nie trenował przed tym meczem po kontuzji jaką odniósł we wtorkowym meczu z Zagłębiem Sosnowiec, a na szpicy zagrał Nicki Bille Nielsen, który trenuje w pełni dopiero od tygodnia. 

Trybuny zapełniły sie już w pełni praktycznie pół godziny przed meczem. Widać było, że kibole Lecha szyukja jakąs sporą oprawę, a kibice Legii tez zapełnili sektor gości w prawie 2000 osób. Od pierwszego gwizdka mecz wyglądał jako starcie dwóch mocno spiętych ekip. Pierwsze pół godziny było bardzo wyrównane, warto zauważyć, że Lechowi należał się rzut karny po faulu na Kadarze. Potem jednak do głosu wyraźnie doszli goście. Próbowali Prijovic, Nikolic, ale raz poprzeczka, a raz Jasmin Buric uratowali Kolejorza od straty bramki. Kluczowe dla meczu okazały się jednak ostatnie trzy minuty pierwszej połowy. Najpierw błąd popełnił Maciej Wilusz, i na bramkę pognał Nemanja Nikolic, który nie zwykł marnować takich sytuacji. Trzy minuty później faulem w polu karnym "popisał się' Abdul Tetteh i Nikolic nie bez trudu, ale jednak zamienił jedenastkę na bramkę. Koniec pierwszej połowy, 0-2 i lekki szok na pełnym stadionie w Poznaniu.

W przerwie na trybunie prasowej można było podjeść typowo staropolskie dania, czyli chrupiacy chleb ze smalcem, ogórkiem kiszonym, a wszystko zapić żurkiem...wszyscy z tego chetnie skorzystali, nie dość że nadal na dworze nie bylo zbyt ciepło, a dwa sytuacja na murawie była taka, że większość musiała sie odstresować i przekąsić coś dobrego.

Niestety dla większości trybun gra Lecha po przerwie nie przypominała postawy zespołu, który chce za wszelką cenę odbrobić straty. Wszystko było strasznie szarpane, bez pomysłu. Naprawdę ciężko było kogokolwiek wyróżnić, tym bardziej jeśli chodzi o ofensywę. Atmosfera na trybunach cały czas była gorąca, a cały stadion załączył się w 80 minucie, gdy na boisko wchodził Kasper Hamalainen. Fin, który jeszcze parę miesięcy temu ciągnął grę Lecha i nie ma co ukrywać, był jego najważniejszym zawodnikiem, postanowił po końcu kontraktu przyjąć ofertę Legii Warszawa. Powitany został tak jak sobie na to zasłużył, czyli stertą wyzwisk, gwizdów i obelg...Są rzeczy, których się nie robi i to co zrobił Hamalainen na pewno się do tego kwalifikuje.

Kończąc wątek meczowy, Lech przegrał 0-2 i nie ma co ukrywać, był tego dnia znacznie gorszy i chyba marzenia o mistrzostwie można odłożyć na kolejny sezon, a skupić należy się głównie na Pucharze Polski.

Na koniec przejdźmy jeszcze do trybun. Stadion wypełnił się do ostatniego miejsca, a kibole postanowili godnie uczcić dzień urodzin swojego klubu. Zaprezentowano kartoniadę na III trybunie, a w Kotle najpierw poszła oprawa okraszona racami, a w drugiej połowie bardzo efektowne stroboskopy, po których sędzia Marciniak musiał przerwać mecz na jakieś pięć minut (wszystko do obejrzenia na filmie poniżej).

Legioniści sektor gości wypełnili też praktycznie w całości i na początek meczu odpalili race w barwach swojego klubu. Poza tym obie ekipy naprawdę konkretnie dopingowały, a warto tu odnotować, że w Kotle na jakiś czas podeście pojawił się świetnie znany wszystkim Uszol i przez jakiś czas prowadził doping. Biorąc pod uwagę, że etatowy prowadzący ma na jakiś czas spokój za absurdalny powód jakim są "okrzyki wzywające do nienawiści na tle rasowym" to powrót tak szanowanej persony powinna dobrze zrobić poznańskim kibolom.

DSC01527
DSC01527
DSC01528
DSC01528
DSC01529
DSC01529
DSC01536
DSC01536
DSC01539
DSC01539
DSC01541
DSC01541
DSC01542
DSC01542
DSC01545
DSC01545
DSC01546
DSC01546
DSC01547
DSC01547
DSC01549
DSC01549
DSC01551
DSC01551
DSC01554
DSC01554
DSC01558
DSC01558
DSC01562
DSC01562
DSC01565
DSC01565
DSC01572
DSC01572
DSC01573
DSC01573
DSC01576
DSC01576
DSC01577
DSC01577
DSC01578
DSC01578
DSC01579
DSC01579
DSC01584
DSC01584
DSC01585
DSC01585
DSC01587
DSC01587
DSC01588
DSC01588
DSC01589
DSC01589
DSC01591
DSC01591
DSC01592
DSC01592
Na koniec jeszcze smutna informacja. Na początku drugiej połowy, jeden z kiboli w Kotle zasłabł. Mimo błyskawicznej interwencji służb ratowniczych i przewiezieniu do szpitala zmarł... 

 

 

 

O autorze

Łukasz Duszczak Łukasz Duszczak

Redaktor Naczelny tego przedsięwzięcia. Z zawodu Groundhopper i kibic LP.

Skomentuj





Instagram

 

PF.jpg

budzik

 

gazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com