Królestwo za napastnika

Czwartkowy mecz Lecha Poznań w ramach Ligi Europejskiej  z liderem Serie A, czyli Fiorentiną miał być takim mocnym podsumowaniem zmian jakie ostatnio dokonały się na wszelkich polach w klubie. Wyszło jak wyszło, czyli średnio na jeża, ale z perspektywami na lepszą przyszłość.

Nowy trener Jan Urban tchnął nowego ducha w pogrążony w niebycie zespół Mistrza Polski. Za jego kadencji Lech jeszcze nie przegrał. Najpierw odwrócił losy wydawało się przegranego spotkania z Ruchem Chorzów, a potem wydarzyło się coś, co wydawało się niemożliwe. Kolejorz kolejno wygrał we Florencji 2-1 w Lidze Europy, w Warszawie z Legią 1-0 w spotkaniu ligowym, w Lubinie z Zagłębiem 1-0 w ramach Pucharu Polski oraz zremisował 1-1 ligowe starcie we Wrocławiu ze Śląskiem. Zespół może nie grał efektownie, ale w końcu zaczał grać efektywnie. W lidze co prawda nadal Kolejorz okupuje miejsce w strefie spadkowej, ale jest szansa, że do końca roku chociaż zaczniemy się kręcić w okolicach 11-12 miejsca z nadzieją na pogoń wiosną za pierwszą ósemką. Co ciekawe sytuacja bardzo dobrze wyglądała w rozgrywkach, które według zapowiedzi naszych prezesów miały zostać odpuszczone, czyli w Lidze Europy. Po trzech meczach Lech miał cztery punkty i był na drugim miejscu. Odpowiedź, czy jest realna szansa na włączenie się do walki o puchary na wiosnę miał dac jednak mecz z Fiorentiną na Inea Stadionie. 

Jak wiadomo pierwotnie mecz ten miał być rozegrany przy pustych trybunach w ramach kary za podobno rasistowskie okrzyki poznańskich kiboli w Bazylei. Jak się jednak okazało, na UEFA najlepiej działa pokazanie jej, że chętnie bierze się udział w jej akcjach i dzięki temu, że Lech przyłączył się mimo protestów kibiców do akcji "jeden Euro dla uchodźców" i w meczu z Bazylei zagrał w koszulkach z napisem "Respect" kara zamknięcia stadionu została zawieszona na dwa lata. Zarząd Lecha liczył pewnie w związku z tym, na komplet na trybunach patrząc na skalę przeciwnika i coraz lepszą grę. Jak się jednak okazało, nie pierwszy raz w tym sezonie mocno sie przeliczyli w związku zza drogimi biletami. Po pierwszym szale zakupowym w dzień po decyzji o otwarciu stadionu sprzedaż wejściówek mocno przyhamowała i ostatecznie zamknęła się w liczbie lekko ponad 22000. Ci kibice, którzy jednak zdecydowali się przyjść nie zawiedli i bardzo często kocioł wdawał się w interakcję z resztą trybun. 

Sam mecz od początku przebiegał w znacznie żywszym tempie niż pierwsze spotkanie we Florencji. Wpływ na to miało pewnie to, że oba zespoły tym razem potraktowały mecz poważnie i wyszły w bardzo silnych składach. Gracze Lecha na tle lidera Serie A prezentowali sie naprawdę dobrze i nie odstawali poziomem. Przede wszystkim ważne było zaangażowanie, widac było, że wszystkim bardzo zależało i mocno jeździli na dupach, żeby wyrwać dobry wynik. Bardzo dobre spotkanie grali przede wszystkim Aziz Tetteh (kolejny już raz!) czy Szymon Pawłowski oraz po wejściu na boisko Gergo Lovrencics. Tego dnia jednak na Kolejorza wystarczył jednak Josip Ilicic. Zdobył on dwie naprawdę ładne bramki. Pierwszą po idealnie uderzonym rzucie wolnym, a drugą gdzie spokojnie wykorzystał sytuację sam na sam.

Trener Urban próbował ratować wynik wprowadzając w 70 minucie na plac gry jedynego zdrowego i zdolnego do gry typowego napastnika w Lechu, czyli Denisa Thomallę. No i jak to zawsze bywa w jego wypadku efekt tego był "powalający"

I tu właśnie dochodzimy do sedna z tytułu artykułu. W zgodnej opinii większości osób z jakimi rozmawiałem na temat tego meczu, gdybyśmy mieli w przodzie typową "9" to ten mecz mógł potoczyć się inaczej. Zimą w klubie sprowadzenie napastnika a nawet dwóch powinno być absolutnym priorytetem. Ciągle kontuzjowani Robak i Kownacki i fatalny Thomalla to nie są zawodnicy na których można oprzeć atak Mistrza Polski. Jeśli dodamy do tego jeszcze mocno prawdopodobne odejście z klubu Hamalainena to sytuacja wygląda naprawdę źle. Do dziś głowie się jak to możliwe, że w kręgu naszych zainteresowań był Nemanja Nikolic, a któryś ze skautów postanowił jednak wybrać Thomallę...Gdzie te czasy, gdy w ataku brylowali Lewandowski, Rudnevs czy nawet Teodorczyk.

Koncząc już temat boiskowy czas przejść na trybuny. Tak jak pisałem, frekwencja na naszych sektorach nie była raczej zadowalająca, a do tego należy dodać ewidentny rozłam wśród braci kibicowskiej. Niby bojkotu żadnego nie ma, ale jednak spora część ludzi nie chodzi na mecze z własnego wyboru, Daleko obecnie do jednomyślności co widać także na forum kibiców Kolejorza. Na meczu pojawili się także kibice gości. Było ich ok. 150, z czego dobra połowa to reprezentacji polskiego FC tego klubu. Mocno jednak zawiedli oczekiwania, bo praktycznie przez cały mecz siedzili cicho, co jakiś czas jedynie nucąc coś pod nosem. Trudno jednak żeby było inaczej, skoro wśród ekipy była chociażby babcia wymachująca parasolem...Jedyny moment, gdzie było ich naprawdę słychać to jak można sie łatwo domyślić po meczu.  

Do odnotowania w kwestii kibicowskiej pozostaje jeszcze strata fany polskiego FC Fiorentiny na rzecz kiboli Lecha, i tym bardziej mając to na uwadze jeszcze bardziej groteskowo wygląda próba jednego typa dotarcia na sektory Fiorentiny aby...wymienić się szalami. To był jeden z niewielu momentów jakie w życiu widziałem, kiedy na coś przydali się stewardzi.

Wracając na koniec na boisko, mam nadzieję, ze takie samo zaangażowanie i walkę i dobrą grę Lechici pokażą w niedzielę z ligowym starciu z Górnikiem Łęczna i Kolejorz zacznie w lidze gromadzić punkty, których tak bardzo potrzebuje.

Łukasz Duszczak 

O autorze

Łukasz Duszczak Łukasz Duszczak

Redaktor Naczelny tego przedsięwzięcia. Z zawodu Groundhopper i kibic LP.

Skomentuj





Instagram

 

PF.jpg

budzik

 

gazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com