Śląskie przełamanie na mocną trójkę...

Po dziewięciu kolejkach ekstraklasy Lech Poznań wylądował na ostatnim miejscu w tabeli. To co wydawało się jeszcze z dwa miesiące temu niewyobrażalne, stało się - Kolejorz sięgnął dna. W tym momencie lekko zaskoczyli najbardziej fanatyczni kibole klubu, którzy po słusznym ciśnięciu po piłkarzach zamiast radykalnych kroków postanowili się zmobilizować i dwóch następnych spotkaniach (jednym w Pucharze Polski i jednym w Ekstraklasie) dopingować na pełen regulator żeby pomóc wyciągnąć piłkarzy z tej beznadziejnej sytuacji. Zawodnicy też zobowiązali się w rozmowach z grupami kibicowskimi, że wiedzą co to jest gra dla Lecha i że szybko postarają się naprawić ten stan rzeczy. Jak się to skończyło? Moim zdaniem mocno średnio...

Najpierw w środę Lech grał w ramach 1/8 Pucharu Polski z Ruchem Chorzów. Na trybunach zjawiło się trochę ponad 11 000 osób, co w sumie jak na środowy wieczór nie było aż takim złym wynikiem. Kolejorz wygrał to spotkanie, ale do zachwytów nad grą zdecydowanie daleko. Przede wszystkim dlatego, że kolejny raz okazało się, że brakuje nam ludzi do strzelania bramek, gdyż jedyną bramkę Ruch strzelił sobie sam.

Poziom meczu generalnie z obu stron był mocno słaby. O ile Kolejorz miał przewagę, ale nic z tego z grubsza nie wynikało, to poziom Ruchu w tym spotkaniu był tragiczny. Z drugiej strony jaki miał być, skoro reżyserem ich gry jest Maciej Iwański, szerzej znany jako "pączek"

No ale nic zwycięzców podobno się nie sądzi. Wygrana jest wygrana i Kolejorz zameldował się w cwierćfinale Pucharu Polski, gdzie naszym rywalem będzie Zagłębie Lubin. Biorąc pod uwagę miejsce Lecha w tabeli, kto wie czy to właśnie Puchar Polski nie powinien się teraz stać priorytetem, bo tak naprawdę do wygrania go i zapewnienia  sobie gry w pucharach dzieli Lecha tylko pięć spotkań.

Trzy dni po spotkaniu z Ruchem przyszedł czas na konfrontację "na szczycie". Ostatni Lech podejmował przedostatniego Górnika. Z obu stron padało stwierdzenie "jak nie teraz to kiedy?" Ciekawie zapowiadało się także starcie na trybunach. Kibice Kolejorza zapowiadali oprawę, a i było wiadomo, że do Poznania przyjedzie zgrabna ponad tysięczna grupa kibiców z Zabrza. 

Na boisku trener Skorża trochę pokombinował ze składem i pozostawił całą trójkę zawodników, którzy wypadli całkiem dobrze w meczu z Ruchem tj. Tamasa Kadara na lewej obronie, Keebę Ceesay'a na prawej i w środku pola Aziza Tetteha. Strzelbą w tym meczu miał być Dawid Kownacki. Poza osiemnastką meczową znaleźli się dwaj najbardziej krytykowani ostatnio zawodnicy tj. Gergo Lovrencics i Denis Thomalla. Ten pierwszy nie za bardzo mógł sie pogodzić z decyzją i mocno zdegustowany opuścił stadion jeszcze przed rozpoczęciem meczu. 

Na meczu zjawiło się ponad 15 000 ludzi co należy uznać za całkiem przyzwoitą liczbę. Zgodnie z zapowiedziami na początku meczu kibole z Kotła zaprezentowali efektowne flagowisko z racami okraszone transem "Miejsce 1 czy 16, pewne rzeczy wciąż są jasne".

Gości z Zabrza zjawiło sie w sektorze gości dobrze ponad 1000 głów i przez cały mecz naprawdę mocno wspierali swój zespół. Po raz kolejny pokazali, że jeśli chodzi o rzemiosło kibicowskie nie wypadają z pierwszej trójki w hierarchii. W czasie trwania oprawy kibiców Lecha, także goście odpalili trochę pirotechniki.

Po raz kolejny przy starciu tych dwóch ekip na trybunach obyło się bez bluzgów, a w pewnym momencie obie strony nawet zgodnie zaintonowały dwie rzeczy. Pierwsza odnosiła się do imigrantów, druga do wiadomych służb, które za każdym razem próbują uprzykrzyć życie braci kibicowskiej.

Wracając do boiska. Mecz zakończył się remisem 1-1, co oznaczało, że po 1/3 zasadniczej częsci sezonu Lech nie opuści ostatniego miejsca w tabeli. Ten mecz jednak zdecydowanie różnił się od ostatnich, gdyż do zaangażowania i ogólnego wyglądu gry ciężko było mieć jakieś pretensje. Lech oddał łącznie aż 27 strzałów, z czego aż 12 celnych, jednak drogę do siatki znalazł tylko Dawid Kownacki, a tak naprawdę to Darko Jevtić strzelił bramkę Dawidem.

Po raz kolejny więc potwierdziło się, że kuleje u nas wykańczanie akcji, ale jest nadzieja, że ten ciężar weźmie na siebie Marcin Robak. Wyleczył się z kontuzji, wszedł na ostatni kwadrans gry i miał dwie dobre sytuacje. Niestety tego dnia swój dzień konia miał bramkarz Górnika, Grzegorz Kasprzik. Swoją drogą to ciekawe, że trzeci ligowy mecz z rzędu na Bułgarskiej najlepszym piłkarzem meczu można smiało obwołać bramkarza drużyny gości. Inna sprawa, że po prawdzie to Lech powinien ten mecz wygrać, gdyż bramka dla Górnika padła po rzucie karnym, którego podyktowanie było mocno kontrowersyjne. 

Reasumując śląskie trzy dni, Lech nie przegrał żadnego meczu. Awansował w Pucharze Polski, pokazał dobrą grę w meczu z Górnikiem, ale jak to się przełoży na kolejne spotkania? To ciężko określić, pamiętajmy że nasi rywale z tych meczów to żadne topowe drużyny, a przed nami ciężki wyjazd na Cracovię, a jeszcze wcześniej druga w ciągu kilku miesięcy podróż do Bazylei. Potem znowu mamy dwa tygodnie przerwy w związku z eliminacjami EURO 2016 i po tym czasie nie ma już wybacz, Kolejorz musi zacząć zdobywać punkty bo inaczej możemy być świadkami najgorszego sezonu od bardzo dawna.

Łukasz Duszczak

O autorze

Łukasz Duszczak Łukasz Duszczak

Redaktor Naczelny tego przedsięwzięcia. Z zawodu Groundhopper i kibic LP.

Skomentuj





Instagram

 

PF.jpg

budzik

 

gazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com