Dla nas Europy bramy!

Lech Poznań - Videoton FC

20.08.2015 - godz. 21:00

IV runda el. Ligi Europy

widzów - 14 133

Mecz pięciolecia...mecz o honor...mecz o normalne dalsze funkcjonowanie klubu. Takie mniej więcej były zapowiedzi zbliżajacego się spotkania z węgierskim mistrzem, czyli Videotonem w ramach fazy play-off o awans do fazy grupowej Ligi Europy. Tym razem w przeciwieństwie do starcia z FC Basel los był dla nas łaskawy i rzucił jako rywala ekipę, którą obecnie targa chyba jeszcze większy kryzys sportowy niż Kolejorza. Udało się także tydzień przed meczem załatwić odwieszenie kary zamkniętego stadionu i wszyscy w pocie czoła szykowali się do tego ważnego meczu.

Na stadion dotarłem dziesięć minut przed rozpoczęciem i już w drodze widać było, że tłumów to raczej nie będzie...no i nie było. Liczba widzów ledwo co przekroczyła 14 000 co jak na tak ważne spotkanie jest liczbą, nie bójmy się tego powiedzieć, żałosną. Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze słaba, a wręcz fatalna postawa grajków w ostatnich meczach, po drugie ceny biletów, po trzecie pora meczu słaba dla ludzi niezmotoryzowanych z poza Poznania i po czwarte mam wrażenie także, że nie jeden niedzielny kibic oglądający mecz w TV zdziwił się, że stadion jest otwarty. Bo o ile informacja o zamknięciu była dostępna praktycznie wszędzie w każdych mediach, to po zmianie decyzji już tak głośno nie było.

Wszystko to sprawiło, że od początku atmosfera bardziej przypominała ligowy mecz z jakimś Podbeskidziem czy Piastem Gliwice. Przechodząc jednak do kwestii boiskowych od początku to Kolejorz nadawał ton wydarzeniom na boisku. Uwidoczniło się to już po 10 minutach, gdzie akcję rozpoczął Karol Linetty, zagrał do boku do Barry'ego Douglasa, ten z pierwszej piłki zagrał w pole karne, gdzie był już właśnie rozpędzony Linetty i strzałem ze wślizgu napoczął Węgrów. W pierwszej połowie poza tym Lechici nie odnotowali już żadnej groźniejszej akcji, za to trzykrotnie interweniować musiał Jasmin Buric. Pomimo tego, widać było, że to jednak Lech jest zespołem lepszym i kontrolowali grę.

W drugiej połowie Videoton już zupełnie nie miał pomysłu (albo umiejętności) na grę i przewaga Lecha jeszcze się zwiększyła. Zaowocowało to dwiema bramkami. Najpierw  w 57 minucie po centrze Lovrencicsa strzał główką w słupek oddał Denis Thomalla, ale piłka niefartownie dla Węgrów trafiła potem w ich bramkarza i wpadła do sieci. Dziesięć minut później było już 3-0, gdy po dośrodkowaniu Szymona Pawłowskiego, ładnie w polu karnym odnalazł się Łukasz Trałka i głową skierował piłkę do bramki. Komu jak komu, ale Łukaszowi ta bramka sie należała. W całej tej mizerii jaką ostatnie prezentuje Lech, do postawy naszego kapitana ciężko mieć jakiekolwiek pretensje i było to ukoronowaniem jego ciągłej nieustępliwości. Do końca spotkania nie działo się specjalnie już nic nadzwyczajnego i własnie trzybramkowym zwycięstwem gospodarzy zakończył się ten mecz. Wynik stawia Lecha w bardzo korzystnej sytuacji przed rewanżem, i naprawdę ciężko sobie wyobrazić, że może ich zabrkanąć w jesiennej fazie grupowej Ligi Europy.

Teraz kilka słów o kibicach. Poznański Kocioł jak na tak mizerną liczbę dawał radę. Nie wgniatało to wszystko może w ziemię, ale poziom decybeli był tego dnia na pewno odpowiedni. W związku z zawieszeniem kary i niepewną przyszłością co do naszego stadionu w grupie obyło się bez żadnych opraw czy haseł Anty UEFA. Moim zdaniem, w tym momencie było to jak najbardziej na miejscu, nie ma co kusić losu.

Goście to chyba najlepsza ekipa jaka zjawiła się w tym sezonie na naszym stadionie. Z tym, że ciężko tu mówić o gościach zza granicy, gdyż w liczbie 330 osób jakie były w sektorze gości, ponad 250 to polska delegacja Rakowa Częstochowa razem z ziomkami z Chemika Kędzierzyn-Koźle. Do 30 minuty, gdy Raków wszedł na stadion Węgrzy siedzieli cicho, ale potem dopingowali non stop. Z racji bariery językowej jaka niewątpliwie dzieli Polaków i Węgrów były to raczej pojedyncze hasła i okrzyki niż melodyjne pieśni, co nie zmienia faktu, że moim zdaniem w całości wypadli znacznie lepiej niż Basel czy nie wspominając już o żenującej ekipie z Sarajewa.

Tego dnia obyło sie jednak także bez wzajemnych złośliwości czy antagonizmów. Nie od dziś wiadomo, ze naród węgierski jest nam bliski, o czym świadczy choćby także łączona fana Polska-Węgry w kotle.

Za tydzień więc rewanż, na który oczywiście zawodnicy muszą pojechać skoncentrowani i najlepiej szybko wbić bramkę co już definitywnie rozstrzygnie kwestię awansu na naszą korzyść, a potem czekamy już na losowanie fazy grupowej, a tam mogą nam sie trafić takie drużyny jak Borussia Dortmund, Schalke, Napoli, Ajax Amsterdam czy Lazio Rzym!

Łukasz Duszczak 

 

 

O autorze

Łukasz Duszczak Łukasz Duszczak

Redaktor Naczelny tego przedsięwzięcia. Z zawodu Groundhopper i kibic LP.

Skomentuj





Instagram

 

PF.jpg

budzik

 

gazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com