Lech Poznań - Pogoń Szczecin

Ekstraklasa

31.5.2015 - godz. 18:00

Inea Stadion, widzów 28 000

Polska Ekstraklasa zbliża się do końca. W walce o tytuł jak co rok zostały już tylko Lech Poznań i Legia Warszawa (tak wiem, że teoretycznie wygrać może jeszcze Jagiellonia...). Na ostatniej prostej to Kolejorz jest jeden krok przed odwiecznym rywalem i aby tego nie stracić musiał wygrać mecz z Pogonią Szczecin.

Tuż przed rozpoczęciem tego spotkania swój mecz zakończyła Legia, która wygrała z Wisłą Kraków 1-0. Stało się więc jasne, że tym bardziej w tym spotkaniu Kolejorz nie może sobie pozwolić na żadną stratę. Piękna niedzielna aura i kolejny mecz z gatunku bardzo ważnych na trybuny przyciągnął ponad 28 000 kibiców. Niektórzy pewnie powiedzą, że swoje zrobiła tu też popularna akcja #CzteryDychyLecha zapoczątkowana na Twitterze przez redaktora Nawrota, ale ja jestem zdania że akurat ta akcja nie sprowadza na trybuny specjalnie wiele osób. Ci co mają być i tak są zawsze (czyli ok 15-18 tysięcy ludzi), a reszta napędza się sama dobrymi wynikami, spotkaniami o stawkę, dobrą pogodą. Wszyscy ci, których znam i na mecze chodzą od wielkiego dzwonu nie mają pojęcia o żadnych akcjach w mediach społecznościowych. Oczywiście jednak nie zamierzam ich krytykować i lepsza taka promocja meczu niż żadna :)

Nie da się ukryć, że mecz te miał kilka podtekstów osobowych i kibicowskich. Sztandarowymi postaciami w Pogoni są obecnie trener Czesław Michniewicz i kapitan zespołu Rafał Murawski, mający za sobą świetne okresy spędzone na Bułgarskiej i w głębi duszy na pewno oboje w tej batalii o mistrza kibicują właśnie Lechowi. Z drugiej strony Pogoń to nie dawna zgoda kibicowska Legii Warszawa, a biorąc pod uwagę, że w zespole gra obecnie kilku młodych wychowanków to pewnie po części sympatyzują oni w jakiś sposób z Legią, a że dla samej Pogoni to właśnie Lech jest chyba ekipa na którą najbardziej się spinają to zapowiadało się ciekawie. 

W składzie Kolejorza na to spotkanie z ważnych zawodników zabrakło Barry'ego Douglasa, który musiał odcierpieć karę za kartki. Miał go zastąpić Luis Henriquez, ale doznał kontuzji przed spotkaniem i na lewej obronie w związku z tym zagrał Tamas Kadar. Od początku meczu widać było, że to Lech walczy w tej lidze o coś. Ciągłe ataki przyniosły dwie bardzo groźne sytuacje, niestety zaprzepaszczone przez Zaura Sadajewa. Przy tym zawodniku warto się chwile zatrzymać, bo ocena jego przydatności dla Lecha jest kwestią bardzo szerokich sporów. Nie da się ukryć, że Zaur ma wrodzony luz w prowadzeniu piłki, świetniie drybluje, przestawia rywali...ale to nie do końca jest to czego oczekuje klub z aspiracjami od zawodnika, który ma pełnić rolę egzekutora. Do tego nie raz ponoszą go nerwy co już kilkukrotnie osłabiło Kolejorza. Problem polega na tym, że Zaurowi kończy się wypożyczenie po tym sezonie, i Lech aby go wykupić musi wyłożyć na stół 500 000 Euro. Z klubu wychodzą informacje, że maksymalnie są w stanie zapłacić za transfer definitywny 200 000 Euro. Czy Terek i Lech spotkają się gdzieś po środku i czy w ogóle gra jest warta świeczki? Ja tego rozstrzygnąć nie potrafię. Mnie osobiście Sadajew zbyt często irytuje holowaniem piłki i marnowaniem stosunkowo prostych sytuacji strzeleckich i słabą grą w ważnych meczach, co przy kolejnej próbie podbijania Europy może się odbić negatywnie na klubie.

Wracając do meczu, po 30 minutach lekko obudziła się Pogoń, ale najpierw strzał z rzutu wolnego Ricardo Nunesa (obroniony w ładnym stylu przez Gostomskiego), a później Murawskiego nie znalazły drogi do bramki. Ostatnie słowo w pierwszej połowie należało jednak do Kolejorza, który w doliczonym czasie gry objął prowadzenie. Szymon Pawłowski ładnym dryblingiem minął dwóch obrońców Pogoni i wyłożył piłkę  Karolowi Linettemu, a ten pewnym strzałem w okienko pokonał Dawida Kudłę, który tego dnia bronił dostępu do bramki Pogoni.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ za bardzo zmianie. Dalej grę prowadził Lech, który co rusz stwarzał jakieś zagrożenie pod bramką Pogoni. Jednak zawsze brakowało dobrego wykończenia. Swoich sytuacji na gola potrafić nie umieli najpierw Kasper Hamalainen, a później Zaur Sadajew. W końcówce spotkania przed szansą podwyższenia wyniku stanął Muhamed Keita, ale jego strzał z okolic 20 metra w ładny ekwilibrystyczny sposób obronił Kudła.

Ostatecznie Lech dowiózł jednobramkowe zwycięstwo do końca i na dwie kolejki przed finiszem wciąż jest zatem liderem i dwie wygrane w ostaynich dwóch meczach na pewno dadzą drużynie upragnione mistrzostwo Polski. Na drodze Kolejorza stoją jeszcze Górnik Zabrze (mecz wyjazdowy w środę) i Wisła Kraków (mecz domowy w niedzielę).

Na koniec warto jeszcze powiedzieć kilka słów o najbardziej fanatycznych kibicach. Kocioł wypełnił się prawie do ostatniego miejsca (trochę luk było jedynie na dolnym poziomie na obu bokach) jak zawsze podzielony odpowiednio kolorystycznie, i mimo braku etatowego prowadzącego kibole zdecydowanie dali radę. Na meczu swój jubileusz obchodzili fanatycy z Piły (15 lat istnienia FC) i ich fana i transparent zajęły tego dnia eksponowane miejsca na płotach. W drugiej połowie pojawiło się także trochę flag na kij, które oczywiście ubarwiły świetny poziom wokalny. Niestety drugi mecz z rzędu na Bułgarskiej nie było kibiców gości. Dwa tygodnie temu zabrakło Śląska Wrocław, który miał karę za zabawę piro na naszym stadionie kilka tygodni wcześniej, a w niedzielę nie było także Pogoni, która musi odcierpieć swoje do końca sezonu za rzucanie racami w sektory kibiców Cracovii. 

 

Łukasz Duszczak

 

O autorze

Łukasz Duszczak Łukasz Duszczak

Redaktor Naczelny tego przedsięwzięcia. Z zawodu Groundhopper i kibic LP.

Skomentuj





 

 foofdie

 

 

 

 

Instagram

ppx

 

budzik

 

gazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 ranking polskich bukmacherów

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com