Lech Poznań - Znicz Pruszków

 

 
Ćwierćfinał Pucharu Polski 2014/2015
18 marca 2015, godz.17:45
INEA Stadion
widzów - 8300

"Ludzi tłum przez miasto gna, dziś Kolejorz mecz swój gra. W kasach ścisk, biletów brak, cały stadion pęka w szwach".To słowa z hymnu Lecha Poznań, nie da sie ukryć, że w najbliższą niedzielę będę one jak najbardziej na miejscu, jednak do dzisiejszego meczu tego zastosować nie możemy. Zapraszam na krótką relację z meczu Lech Poznań - Znicz Pruszków.

Nie ukrywajmy, od momentu zakończenia pierwszego meczu ćwierćfinałowego Pucharu Polski, w którym Kolejorz wygrał ze Zniczem w Pruszkowie 5-1, stało się jasne, że rewanż to będzie formalność, którą pewnie daliby radą spełnić nawet zawodnicy w pełni z kadry juniorskiej. Stąd też widownia na poziomie lekko ponad 8 tysięcy osób w to środowe popołudnie to wynik mimo wszystko raczej oczekiwany. Skład Lecha na spotkanie rewanżowe składał się jednak praktycznie w całości z zaplecza pierwszego zespołu. Jedynym zawodnikiem, który na stałe ma miejsce w pierwszej jedenastce a zagrał od początku był kapitan zespołu Marcin Kamiński. Reszta to zawodnicy bliższego lub dalszego zaplecza, dla których była to ostatnia szansa aby dać do myślenia trenerowi Skorży by podjął ich temat w kontekście gry w niedzielnym szlagierze z Legią Warszawa. 

Można się więc było spodziewać, że od początku zobaczymy szybkie, składne akcje ze strony Lecha, gdyż każdy będzie chciał sie pokazać...niestety oczekiwania bardzo szybko zamieniły się w przeraźliwą nudę. Mecz stał na poziomie...no właśnie jakim, bo jeśli napisze tu, że na poziomie okręgówki czy nawet A-klasy to obrażę w tym momencie tych zawodników z niższych lig. Zero zaangażowania, zero ambicji, zero walki. Typowe przebiegane 90 minut aby odbębnić mecz. Doszło więc do paradoksu, że 35 razy więcej emocji przeżywałem kilka dni temu w Środzie Wielkopolskiej gdy oglądałem mecz także w ćwierćfinale Pucharu Polski, ale na szczeblu okręgu poznańskiego. 

Wynik pewnie wszyscy znają, Lech wygrał 1-0 po golu Dariusza Formelli w 89 minucie po bardzo ładnym podaniu Krystiana Sanockiego. O i tu chociaż możemy się na chwilę zatrzymać, bo podanie tego drugiego było naprawdę wyśmienite, znamionujące spory talent i możliwości. Pamiętajmy, że mówimy o zawodniku, którego nawet nie było w programie meczowym. Nie zagłaskajmy go jednak i nie mówmy o kolejnym talencie, który już za chwilę kogoś wygryzie ze składu. Podobnie kiedyś zaczynał chociażby Dawid Kownacki, już obrzucony wielkimi słowami o epickim talencie, że takiego piłkarza Lech nie miał od kilku lat itd. Przed tą rundą Dawid zainicjował nawet akcję na twitterze pod hashtagiem #dychaKownasia. W akcji chodzi o to, że Dawid założył się z ludźmi na twitterze (sam też wszedłem w ten zakład), że w ciągu wiosny (zarówno w lidze i pucharze) strzeli 10 bramek. Jeśli tak, to każdy zakładający się ma wpłacić jakieś pieniądze na wskazany przez Dawida szczytny cel, jeśli nie to Dawid płaci sam 5000 zł. No więc nie chciałbym z góry przesądzać wyniku...ale na razie na koncie Dawida jest okrągłe 0, a i gra na wiosnę nie wskazuje na to, żeby ten licznik jakoś szybko zaczął iść w górę. 

Sam dwumecz ze Zniczem okazał się więc finalnie dość łatwą i lekką przeprawą, ale według mnie ta rywalizacja negatywnie zweryfikowała dwóch zawodników. Są to wspomniany już Dawid Kownacki, oraz Vojo Ubipraip. O ile oczywiste jest, że Dawid swoje szanse jeszcze dostanie , to osobiście mam nadzieję, że tego drugiego zawodnika już nie będę musiał oglądać na boisku, bo wystawianie tego napadziora to jawna kpina z wszystkich kibiców. Jasne było, że zatęsknimy za Artjomsem Rudnevsem czy Robertem Lewandowskim. Nie sądziłem jednak, że tak szybko pewnie nie tylko ja z otwartymi ramionami i westchnieniem ulgi powitałabym z powrotem Łukasza Teodorczyka. Mimo wszystko to był ktoś to zapewniał w ciągu sezonu 15-20 bramek, niestety ani Vojo ani Dawid nie są takimi zawodnikami i nigdy takiego komfortu nie zapewnią. Ktoś powie "ej ale mamy Sadajewa"...chciałbym się mylić, ale w niedzielę prędzej spodziewam się zółtej kartki Zaura niż jego bramki.  

W półfinale, czeka nas kolejna przeprawa z zespołem z trzeciego poziomu rozgrywkowego. Rywalem Lecha nieoczekiwanie zamiast Cracovii będą Błękitni Stargard Szczeciński. Ekipa, której trzon tworzą studenci, strażak czy więzienny strażnik. Nie oszukujmy się, nawet przy całej mizerii jaką prezentuje Lech ostatnimi czasy, to nie mamy prawa przegrać tego dwumeczu i chyba można się pomału szykować na wyjazd na mecz finałowy na Stadion Narodowy w sobotę 2 maja. A jeśli i ten mecz uda się wygrać, to wtedy już nikogo nie będzie obchodziło, że po drodze pokonaliśmy rezerwy Wisły i dwa kluby z II ligi.

Na koniec więc wleję trochę optymizmu.

PUCHAR JEST NASZ, TEN PUCHAR DO LECHA NALEŻY!

i tego się wszyscy razem trzymajmy.

Łukasz Duszczak

 

O autorze

Łukasz Duszczak Łukasz Duszczak

Redaktor Naczelny tego przedsięwzięcia. Z zawodu Groundhopper i kibic LP.

Skomentuj





 

animacja peryferia fudbolu

 

 

 

 

 

 

 

 

Instagram

ppxgazeta

 

 

mojfyrtel logo png

 mojeWronkiWersjaPlakatowa 2

 

 ranking polskich bukmacherów

Chcesz nas zaprosić na mecz swojej drużyny?

A może chciałbyś do nas dołączyć?

W tych i w każdych innych sprawach pasujących do tematyki strony piszcie śmiało na:

peryferiafutbolu@gmail.com